Archiwum 29 października 2009


paź 29 2009 Mój pierwszy dzień.... z blogiem
Komentarze: 1

Troszkę czasu mi zajęło zarejestrowanie i ustalenie wszystkiego..... No cóż. Siła wyższa. muszę napisać pracę dyplomową, więc powinnam się podszkolić w pisaniu swoich myśli....

Szkoda tylko, ze nigdzie nie ma nic o upadku komunizmu w Polsce, każdy pisze w formie swoich wspomnień albo w ogóle kalendarium wydarzeń... Ale ja chce napisać pracę jak najbardziej obiektywną... mmhhhmm szkoda gadać....

No tak maluchy już za mną chodzą: mamo jest już dobranocka? a za ile będzie? Nic przy nich nie mogę zrobić!! Ale to moje całe życie, nie wiem co byśmy z Maćkiem bez nich zrobili? Nawet jak uda nam się wyrwać na chwilkę samemu, to po godzinie już dzwonimy i pytamy czy wszystko w porządku?

Tak samo było w naszą rocznicę ślubu, zresztą już 6. Zaplanowaliśmy sobie romantyczną kolację z winkiem przy świecach, oczywiście w restauracji..I co? po godzinie już dzwoniliśmy do mojej mamy, która akurat siedziała z naszą czwórką dzieciaczków. Czy na pewno sobie poradzi? Czy nie potrzebuję wsparcia.... Chociaż najstarsza córka ma 14 lat....

A wieczór rocznicowy? skończył się w domu z dziećmi przy takiej uproszczonej wersji kalambur...

Nie wiem jak można świadomie pozbawić się takiej radości, jaką daje posiadanie dzieci. Wkurzają mnie ludzie, którzy ze zgorszeniem nieraz, na nas patrzą jak idziemy wszyscy razem na spacerze. Raz usłyszałam: zobacz jaka patologia, tyle mają dzieci....

Wyprowadziło mnie to z równowagi na maksa. Nie jesteśmy patologią, jesteśmy normalnymi, szczęśliwymi ludźmi, którzy mają pełną szczęśliwą rodzinę. Kochamy się strasznie, strasznie mocno. A że jest nas więcej niż w typowej rodzinie polskiej? Czy to znaczy, że od razu patologia? Może nie jeździmy najnowszym mercem po tuningu AMG, nie mieszkamy w Wilanowie w willi... Ale czy nie ważniejsze jest to że jesteśmy szczęśliwi, że niczego nam nie brakuje. Mam ich wszystkich gdzieś, niech sobie myślą co chcą.....

Chociaż zdarzają się też piękne chwile...

W lato, szliśmy na spacer Krakowskim Przedmieściem, a że była to niedziela postanowiliśmy zrobić dzieciakom frajdę i przy okazji mi( oszczędziło mi stania przy kuchni w upał), że zjemy obiad na mieście w którejś z uroczych restauracyjek na Starym Mieście. Najpierw zaczepił nas starszy mężczyzna, który nie mógł się na nas napatrzeć, zatrzymał nas tylko po to, żeby nam pogratulować takiej licznej gromadki (mają 14,5,4,3lata). Jak to mówił, to miał łzy w oczach. Bardzo wzruszył nas ten pan. Później już w restauracji, kelnerka nie mogła się na nas napatrzeć. Najpierw maluszki poprosiły panią o taką karteczkę gdzie można wybrać ziemniaczki i mięsko, później same wszystko zjadły, nie grymasząc, że za tłuste, za mało...itd... a potem jak kelnerka zabierała talerze to jej powiedzieli, "że ugotowała obiadek prawie tak pysny jak nasa mama". Kelnerka była zachwycona jak dobrze są wychowane nasze maluszki. Musiała ich chwalić na zapleczu, bo dzieci dostały od personelu deser lodowy a my z mężem po kieliszku dobrego winka... Niech sobie mówią co chcą, ale od mojej rodziny to lepiej z daleka, bo nie ręczę za siebie.

A patologii niech szukają u siebie w domu!!!

No tak, tylko jak dzisiaj byłam na rozmowie w sprawie pracy, to Pan Prezes też tak dziwnie na mnie spojrzał, jak powiedziałam: tak mam dzieci. Czworo dzieci. Zawsze tak jest, wszystko jest okej, dopóki nie mówię o dzieciach. Ale ja nie mam się czego wstydzić! Niech się wstydzi ten co może mieć dzieci, a nie ma, bo ważniejsze jest konto w banku, nowy samochód i odpowiedni apartament w centrum Warszawy. Już niedługo skończę studia, potem rok podyplomowych i otworzę swoją agencję reklamową. I dopiero wtedy im pokaże, że matka czwórki dzieci to najbardziej kreatywny i odpowiedzialny pracownik jakiego świat nie widział.

Bo najważniejsza jest miłość, zaufanie i to że możemy na siebie zawsze liczyć. Chociaż jest nas aż 6!! Pamiętam co mieliśmy napisane na zaproszeniach ślubnych:

"Oto Miłość.

Dwoje ludzi się spotyka niby

przypadkiem, a okazuję się

że czekali na siebie całe życie.."

Po mimo tylu lat, zmagania się z kłopotami, chorobami maluszków, to cały czas to jest aktualne. Nie wyobrażam sobie życie bez nich. A zwłaszcza bez mojego mężulka.

 

otomilosc : :